Urbex, czyli rozrywka dla odważnych

0
1010
Miedziak.info.pl 2017-03 Urbex Urban Exploring wnętrze ruin stary budynek

Plecak, wygodne buty i latarka – to właściwie wszystko, w co należy się wyposażyć. Do tego spodnie z kilkoma kieszeniami, telefon i… duży zapas odwagi. Później są już tylko nikomu nieznane przejścia, opuszczone budynki, dziwne znaleziska. O urban exploringu rozmawiamy z Dawidem Kowalczykiem, głogowskim pasjonatem tej formy rozrywki.

Jak zaczęła się twoja przygoda z urbexem?

– Właściwie wszystko zaczęło się w dzieciństwie. Była kiedyś taka zabawa – w podchody. To chyba wtedy wszystko się zaczęło. Często wzajemnie z kolegami nakierowywaliśmy się w różne dziwne miejsca. Często też trafialiśmy na jakieś dziury, włazy, opuszczone budynki. Zawsze mi się to podobało i wydaje mi się, że urbex jest pewną formą podchodów, tyle że w wersji dla dorosłych.

A gdybyś miał w jednym zdaniu określić, czym jest urbex? Wiele osób styka się z tym słowem po raz pierwszy.

– Urbex to skrót od urban exploringu, czyli eksploracji miejskiej. Tyle, że nie chodzi o wędrówki po mieście, ale o penetrowanie zapomnianych miejsc. Opuszczone szpitale, nieczynne fabryki, zrujnowane pałace, tego typu rzeczy.

Brzmi groźne

– Bo bywa groźnie. Jakiś czas temu pojechaliśmy z kolegą, też z Głogowa, do Legnicy. Mają tam bardzo atrakcyjny dla urban explorerów poradziecki szpital. Mnóstwo sal, mnóstwo dziwnych rzeczy. Czasami czuło się tam coś niepokojącego. Wiesz, powstają te wszystkie filmy o nawiedzonych psychiatrykach. Gdy tylko tam weszliśmy poczuliśmy się jak bohaterowie jednego z nich. Do tego te wszystkie dźwięki, jakieś trzaski, szuranie starych gazet, jakiś ptak przysiądzie na parapecie i strąci kawałek gruzu – w takich momentach człowiek się cieszy, że nie jest sam.

A czy w Głogowie są jakieś miejsca odpowiednie do urban exploringu?

– Tak, dwa razy dostałem się na teren starej Cukrowni. Najpierw poprosiłem ochroniarzy, ale kiedy mi odmówili stwierdziłem, że dostanę się tam na własną rękę. I dostałem się. Wystarczy przespacerować się wokół Cukrowni i wytężać wzrok. Pamiętam, że znalazłem tam sporo ciekawych rzeczy, jakieś zeszyty z datami z lat 80-tych, kawałki starych arkuszy pracowniczych. Nieco dalej, w głębi kompleksu natrafiłem na zrujnowane biurko. W jego szufladzie odnalazłem kilka papierosów Caro w miękkiej paczce. Pewnie leżały tam od 20 lat.

Na czym polega atrakcyjność urbexu? Dlaczego ludzie się tym interesują?

– Dreszcz emocji, przede wszystkim. Nigdy nie wiesz co cię spotka. Niesamowity jest też kontakt z żywą historią. Te wszystkie napisy na ścianach z datami sprzed 20 – 30 lat, wrażenie przemijania – to naprawdę mocne uczucia, które na długo pozostają w człowieku.

Jakie dałbyś rady młodym adeptom urbexu?

– Urbex jest bardzo tanią i emocjonującą rozrywką. Połowa wyposażenia to plecak, wygodne buty, telefon i latarka, najlepiej na czoło, aby mieć wolne ręce. Druga połowa to odwaga. Bez niej nie osiągnie się zbyt wiele.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.