Rowerem na koło podbiegunowe

0
317
2015-10-10 Rowerem na koło podbiegunowe @MBP Głogów (fot. A. Błaszczyk)

33 dni trwała samotna wyprawa Krystiana Książka na koło podbiegunowe. Głogowianin pokonał na rowerze 3,5 tys. kilometrów, zwiedził m.in. Rygę, Tallinn, Helsinki i spotkał się ze św. Mikołajem. O swoich przygodach podczas podróży opowiedział na spotkaniu, które odbyło się 8 października w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Głogowie.

Krystian Książek jest archeologiem, na co dzień pracuje w Muzeum Archeologiczno-Historycznym w Głogowie. Każdą wolną chwilę spędza na rowerze. – Podczas urlopów, po całym roku ciężkiej pracy, jeżdżę gdzieś dalej – mówi.

W ubiegłym roku wybrał się do Rumunii, pokonał wówczas 1900 km. Tym razem jednak, jak sam mówi, „trochę go poniosło”. Postanowił urlop spędzić na samotnej wyprawie na koło podbiegunowe.

Koncepcja rodziła się długo i rodziła się w bólach – opowiada podróżnik. – Jak dotąd moim największym rekordem życiowym było przejechać 1900 km do Rumunii i z powrotem, a tutaj pokonałem łącznie 3,5 tys. km o własnych siłach. Początkowo nie planowałam jechać na koło podbiegunowe, ale kiedy spojrzałem na trasę na mapie zobaczyłem, że mam całkiem blisko od północnego brzegu Zatoki Botnickiej i wypadałoby jednak pojechać kawałek dalej i to koło podbiegunowe zobaczyć.

Jego trasa przebiegała najpierw przez Litwę i Łotwę. Z Kowna do Rygi przejechał w 24 godziny. Podczas tego fragmentu trasy, rowerzysta zgubił część ekwipunku. Nie wspomina go więc najlepiej, tym bardziej, że droga była wyboista i trzeba było uważać na rosnący przy poboczu barszcz Sosnowskiego. Jednak Ryga, do której dotarł rankiem, wynagrodziła mu trudy nocnej przeprawy.

Ryga jest naprawdę pięknym miastem, bardzo bogatym w zabytki – mówi Krystian Książek. – Ale to na widok Tallinna opadła mi szczęka. To zdecydowanie najładniejsze miasto, jakie do tej pory zwiedziłem. Mało znane, a zdecydowanie warte odwiedzenia. Szkoda mi było je opuszczać, ale miałem wykupiony prom do Helsinek – wspomina podróżnik.

Rowerzysta dotarł do Finlandii po godz. 23.00, a na dworze wciąż jeszcze było jasno. – Pierwszy raz przeżyłem coś takiego „na żywo – opowiada Krystian Książek. – Zasięg białych nocy w lipcu dochodzi aż do Tallinn w Estonii. Można było jechać dzień i noc przy bardzo dobrej widoczności.

W Finlandii nocował u znajomych poznanych przez internet. Miał nawet okazje skorzystać z prawdziwej fińskiej sauny. – To była sauna opalana drewnem. Do tego dochodziły jeszcze rózgi. Mogłem poczuć folklor na własnej skórze. Bardzo fajne przeżycie – wspomina rowerzysta.

Kolejnym punktem wyprawy była wizyta w wiosce św. Mikołaja w Rovaniemi. – Jak się okazało Mikołaj mówi „dzień dobry po polsku, więc mogliśmy sobie porozmawiać. Przez chwilę kusiło mnie, żeby jechać dalej na północ, tym bardziej, że spotkałem wielu rowerzystów, którzy tam zmierzali, ale niestety musiałem wracać.

Do Polski rowerzysta wrócił przez Szwecję. Z zachwytem wspomina krajobrazy tego kraju oraz infrastrukturę rowerową na południu Szwecji.

Do Głogowa rowerzysta dotarł po 33 dniach wyprawy.