Proces głogowskiego snajpera: Sąd czeka na opinię biegłego

0
373
2015-09-30 Proces głogowskiego snajpera Sąd czeka na opinię biegłego (fot. A. Błaszczyk)

Wczoraj (29.09) w Sądzie Rejonowym w Głogowie kolejni świadkowie zeznawali w sprawie głogowskiego snajpera. Sąd nie wydał wyroku i odroczył sprawę do momentu uzyskania nowej opinii biegłego z zakresu balistyki.

Podczas wczorajszej rozprawy przesłuchani zostali mieszkańcy bloku, z którego mógł paść strzał. Świadkowie zeznali, że nie znają Mateusza S. oraz że nigdy nie byli posiadaczami ani nie strzelali z broni wiatrowej. Podtrzymali także swoje zeznania złożone na policji w 2013 r.
Sąd przesłuchać miał także biegłego z zakresu balistyki, ale ten nie pojawił się na rozprawie, ponieważ nie zdążył zapoznać się z dokumentami.

Obrońca Mateusza S. złożył wniosek o przesłuchanie kolejnego świadka, który przebywał w dniu postrzelenia chłopca w jednym z mieszkań bloku na ul. Spółdzielczej.  Prokurator wyraziła sprzeciw, argumentując, że to taktyka obrony zmierzająca do przedłużenia procesu. Przekonywała sąd, iż powoływanie kolejnego świadka nie wniesie nic nowego do postępowania. Tego samego zdania jest matka postrzelonego chłopca. – To jest dla mnie śmieszne. Po co powoływać kolejnych świadków, to tylko przeciąga sprawę. Takie błędne koło i marnowanie czasu – twierdzi.

Termin kolejnej rozprawy sąd wyznaczy dopiero po otrzymaniu dokumentów od biegłego z zakresu balistyki.

Przypomnijmy, że proces rozpoczął się w lutym 2015 r. 26-letni Mateusz S. jest oskarżony o postrzelenie z broni wiatrowej kilkunastoletniego chłopca. Do zdarzenia doszło w 11 lipca 2013 r. w okolicach ulicy Spółdzielczej w Głogowie. Chłopiec nagle poczuł ból w dole pleców. Po po przewiezieniu go do szpitala, okazało się, że został postrzelony z broni śrutowej. Następnego dnia w tej samej okolicy doszło do podobnego zdarzenia. Postrzelony w nogę został lokalny reporter.

Policja szybko natrafiła na ślad Mateusza S., który został przesłuchany w charakterze świadka. W jego samochodzie zaparkowanym w okolicach ul. Spółdzielczej znaleziono broń wiatrową. Mężczyzna przyznał, że należy do niego, ale zaprzeczył, żeby z niej strzelał. Twierdził także, że nikt inny jej nie używał. Śledczym nie udało się jednak wówczas udowodnić, bez opinii biegłego, że strzały padły z wiatrówki należącej do Mateusza S. We wrześniu 2013 r. śledztwo zostało umorzone z powodu „niewykrycia sprawcy”.

Po roku, dzięki opinii balistycznej, sprawa wróciła do głogowskiej prokuratury. Biegły ustalił, że pocisk wyjęty z ciała chłopca został wystrzelony z broni należącej do Mateusza S. Mężczyzna został zatrzymany w lipcu 2014 r. Postawiono mu zarzut spowodowania obrażeń ciała, skutkujących rozstrojem zdrowia na okres powyżej 7 dni. Grozi za to kara do 5 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna nie przyznał się do winy.

Podczas rozprawy, która odbyła się na początku sierpnia biegli kryminalistyczni potwierdzili, że zabezpieczone pociski, wyjęte z ciała chłopca, zostały wystrzelone z wiatrówki, znalezionej w samochodzie Mateusza S.